Odcinek IV

Pizza z mikrofalówki nie była wyśmienita. Nie była nawet dobra, ale odpowiednia porcja ketchupu zagłuszyła moje kubki smakowe. Popiłem kefirem. Termin przydatności do spożycia upłynął cztery dni temu, ale kefir o tym nie wiedział i był dobry. Włączyłem TVN 24 i podszedłem do półek z książkami. Postanowiłem swoją pracę nad rozwikłaniem zagadki śmierci Pepe zacząć od przypomnienia sobie kilku kryminałów, w których bohaterowie rozwiązywali o wiele trudniejsze zagadki. Zacząłem od Stiega Larssona, potem Jo Nesbo, Kamila Lackberg, Lis Marklund, Krajewski, Patterson, Freeman, Kava. Jak spojrzałem na piętrzący się na stoliku stos książek zrobiło mi się słabo. Nie miałem szans ich nawet przejrzeć podczas jednego wieczoru. Na wszelki wypadek zrobiłem sobie mocną kawę i usiadłem w fotelu.

Książki na stoliku zasłaniały mi telewizor, więc zrobiłem pewne przetasowania. W telewizorze pewien polityk wypowiadał się na jakiś temat, ale za nic nie mogłem zgadnąć na jaki. Był za, a czasami przeciw, ale uzasadniając swoje stanowisko używał takich słow, których mógłby dobrze używać uzasadniając wyższość odtwarzacza DVD Hitachi nad ręcznym zbiorem jabłek w województwie małopolskim. Zawsze uważałem, że każdy z nich, polityków a nie odtwarzaczy, ma przygotowany jeden tekst „in blanco”, który odtwarza kiedy zajdzie taka potrzeba. A czasem i gdy nie zachodzi. Z racji tego, że dotyczyć on musi spraw wszelakich nad jakimi ten biedny polityk musi się pochylać, nie zawiera on, ten tekst, niczego co mogłoby charakteryzować daną sprawę. Myślę, że polityk też „nie zawiera”.

Położyłem przed sobą czystą kartkę papieru i wziąłem do ręki zatemperowany ołówek. Lubię pisać ołówkiem. Jest dla mnie symbolem czasów zamierzchłych, gdzie rolę portali internetowych pełniły obowiązkowe kolejki w sklepach, facebookiem był magiel, a w telewizji do wyboru był tylko jeden program którego nie dało się oglądać. Nie żyłem za długo w tamtych czasach, ale znając je z opowieści rodziców coraz bardziej za nimi tęskniłem.

Postanowiłem zacząć od podstaw. W książkach które czytałem każda zbrodnia ma początek w trudnym dzieciństwie mordercy albo ofiary. Mordercy jeszcze nie miałem, więc wpisałem na kartce

  • Dzieciństwo Pepe

Drugim częstym powodem dokonywania zabójstw była miłość. Zawiedziona lub nieskonsumowana. Wpisałem więc

  • Stosunki Pepe

Po chwili namysłu skreśliłem i napisałem obok

  • Miłości Pepe

Uznałem, że to drugie sformułowanie jest szersze i bardziej przydatne w poszukiwaniach ewentualnego sprawcy. W głębi duszy miałem nadzieję, że nie łączyło go nic z Zuzką.

Kolejnym motywem były różnego rodzaje dewiacje. Seksualne i nie. Wyobraźnia mi się uruchomiła, ale szybko ją zgasiłem pisząc na kartce

  • Dewiacje

Na rozmyślania czas będzie potem. Potem na kartce pojawiły się jeszcze

  • Pieniądze
  • Awans
  • Spadek
  • Służby specjalne
  • Wywiady obcych państw

Na tym ostatnim poprzestałem, bo zacząłem się bać że dojdę do czasów zimnej wojny. A nie wydawało mi się żeby Pepe brał w niej jakiś czynny udział. Miał tylko dwadzieścia pięć lat i w czasach rozbijania Muru Berlińskiego ssał jeszcze smoczek albo duży palec swojej nogi. No, mógł ssać jeszcze pierś mamy, ale muru na pewno nie rozbijał.

W telewizorze drugi polityk mówił to samo co pierwszy, z tą tylko różnicą że co drugie zdanie wtrącał, że się z tym pierwszym nie zgadza. Czy oni się kiedyś słuchają? Przełączyłem program. Niestety miałem pecha. Wpakowałem się na grubą babę, która wchodziła ludziom do domu i robiła im kipisz w kuchni, uśmiechając się przy tym tak jakby miała w gaciach włączony wibrator. Przełączyłem na inny program – znowu ona. Im bardziej przełączałem, tym bardziej ona była. Zrezygnowany odłożyłem pilota z nadzieją, że w końcu wywali im z tych szafek wszystko i sobie pójdzie i poszedłem do lodówki po piwo. Jak wróciłem babsztyla nie było. Był za to siwy młodzieniec podśpiewujący znane przeboje z czasów jego młodości. Trzy osoby usiłowały zgadnąć co on śpiewa, ale nie szło im to najlepiej. Nic dziwnego. Wszystkie przeboje brzmiały tak samo, rozmiękczone dansingowym, zdradzającym dużą fascynację repertuarem orkiestr promowych głosem siwego młodzieńca.

Popatrzyłem na kartkę i na początek postanowiłem skupić się na analizie dzieciństwa Pepe. W książkach, które czytałem antagoniści, czyli zbrodniarz i ofiara, zawsze mieli jakieś traumy z przeszłości. Począwszy od molestowania przez złych dorosłych do nieszczęśliwych miłości zakończonych tragiczna śmiercią wybranki. Bywało też głębiej. Na życiu bohatera mogły się odciskać wszystkie bezeceństwa popełniane przez dziadków, które bezwarunkowo przenosiły się z pokolenia na pokolenie jak stonka ziemniaczana z USA do PRL. Mimo usilnego gryzienia ołówka, co jak wiadomo dobrze wpływa na wyobraźnię, nie mogłem nic sensownego wymyślić. No bo jakie traumy życiowe mógł posiadać dwudziestopięcioletni syn znanego reżysera i nie mniej znanej aktorki, któremu rodzice kupili na osiemnastkę pięćdziesięciometrowy apartament na Żelaznej i którego uroda i urok osobisty powodowały, że panienki się za nim na ulicy oglądały. To chyba nie mogło stanowić odpowiedniego powodu do nabycia traumy. Nie było nawet rozwodu rodziców, co było dziwne ze względu na środowisko które reprezentowali, gdzie trzecia żona lub mąż było absolutnym minimum. Chciałem skreślić ten punkt, pomyślałem jednak że być może to, że oglądały się za nim wszystkie dziewczyny dostarczało mu odpowiednią porcję frustracji. Mnie by nie dostarczyło, ale nie mogłem tego powiedzieć na pewno, bo za mną się nie oglądały. Dziadków Pepe postanowiłem na razie nie analizować. Nic o nich nie wiedziałem.

Piwo się skończyło, telewizja nie. Teraz jakieś rozszalałe bachory terroryzowały rodziców, czemu przyglądała się z głupawym uśmiechem jakaś blondynka. Wszyscy udawali, że jest to zwyczajny dzień z życia rodziny. Tak jakby codziennie w salonie meldowała się ekipa z kamerą, reflektorami, mikrofonami, asystentami wydzierającymi się na całe gardło „kamera – akcja” i najczęściej nieźle już zamroczonym reżyserem tego widowiska przysypiającym przed monitorem. Przynajmniej tak było na kilku planach na których byłem. Blondynka pouśmiechała się trochę, potem nastąpiło cięcie. W następnej scenie nieznośne bachory zamienione w potulne aniołki chodziły wokół osłupiałych rodziców i prosiły ich grzecznie aby pozwolili im zmówić paciorek. Blondynka nadal się uśmiechała. Ciekawe co ona miała w sobie? Mechaniczny przyrząd jak gruby babsztyl czy spore ilości THC.

Swoją drogą zawsze mnie dziwiła przewaga blondynek w telewizjach. Ja wiem, że w większości nie są to naturalne blondynki, ale czasem mam wrażenie, że wszystkie podpisując umowę o pracę muszą jednocześnie podpisać zobowiązanie do bycia blondynką. Czy to czasem nie przekłada się na poziom tych programów. Taki „blondynkowy”. Nie to żebym był męskim szowinistą, ale może coś w tym jest? Powinienem to chyba zgłosić do debaty na temat misji telewizji.

Porzuciłem nieszczęśliwe dzieciństwo i skupiłem się na punkcie drugim. Po prawdzie obawiałem się, że dzisiejszego wieczoru już żadnego więcej punktu nie przerobię. Miłości Pepe. Od czego tu zacząć? Najpierw od własnej pamięci. Byłem w firmie dwa lata. W tym czasie Pepe chodził z Lolką z sekretariatu, Kuką od Dżordża, Kamą i Iwoną z działu Właściwych Odpowiedzi na Wszystkie Pytania oraz Dagą, szefową Działu Obsługi Członków. Były to romanse biurowe znane wszystkim, bo wszystkie kończyły się tak samo. Szlochami porzuconych nagle przez Pepe dziewczyn. A ja się zastanawiam, czy kręcić coś z Zuzką?

Pepe chodził z wszystkimi tymi dziewczynami nie dłużej niż miesiąc. No, może w kilku wypadkach dłużej. Chodził, a jak się zmęczyli tym chodzeniem, to się kładli. Giełda w Wodopoju pełna była sprzecznych informacji. Najpierw aktualna dziewczyna głosiła, niby na ucho, wszystkim zazdrosnym koleżankom jakim to świetnym i dobrze obdarzonym kochankiem jest Pepe, by po miesiącu, też niby na ucho, wywrzaskiwać, że to chuj jest i skurwysyn, a w ogóle to ma małego fiutka. Ten mały fiutek nie przeszkadzał jednak chyba żadnej z biurowych koleżanek, bo za kilka dni już następna rozpływała się z zachwytach nad Pepe łóżkową maestrią. I tak w kółko. Czasami przerwy były dłuższe i jak wieść biurowa głosiła Pepe wtedy zajmował się jakąś dupą nie z własnej grupy. Tożsamości aktualnej pozabiurowej dziewczyny Pepe nie udało się nigdy ustalić. Tu Pepe był skryty jak szpieg z krainy deszczowców. Te pozabiurowe pukania postanowiłem odłożyć na później. Łatwiej mi było sobie wyobrazić biurowe bo wiedziałem jak wygląda to co pukał i trochę nawet wczuć się w jego rolę. Z pewną dozą przyjemności nie ukrywam.

Jeeezu! Znowu gruby babsztyl w tym telewizorze. Teraz reklamuje jakieś środki na pierdzenie. To znaczy nie na to żeby nie pierdzieć, tylko żeby pierdzieć. Obrzydliwe. Co ona robi później w kuchni? Wyłączam telewizor. Gruba baba mnie zdominowała.

Czas do łóżka. Pomyślałem sobie, że stosunki Pepe mogę analizować na leżąco. Pod kołdrą.

Robię sobie dzień dziecka i tylko zęby starannie szczotkuję elektryczną szczoteczka marki Oral B. Ciekawe czy są też szczoteczki Anal D? Wyobraźnia mi pracuje na najwyższych obrotach więc mycie zębów kończę szybko. Swoją drogą ciekawe czy te same napędy stosowane są w wibratorach? Przecież i jedno i drugie urządzenie produkuje się w Chinach.

Łóżko, kołderka i obowiązkowy kocyk. Przez głowę przelatują mi biurowe dziewczyny Pepe. Staram się je jakoś uporządkować.

Lolka. Jak ona ma na nazwisko? Lolita Nikiel. Dość dźwięcznie. Wysoka szatynka z włosami do pasa. Była modelka. Koleżanka syna SM ze studiów. I chyba też z łóżka. Pracuje dłużej ode mnie. Zawsze w nienagannym makijażu, butach na sporym obcasie. Oprócz tego, że jest kierowniczką sekretariatu to jeszcze jest osobistą asystentką SM. Pewnie z tego powodu nosi zawsze głowę dumnie zadartą do góry. Bycie asystentką polega na przynoszeniu SM wszystkiego o co ona poprosi. Przeważnie jest to kawa, a po godzinie trzynastej wino. SM ma dobrze wszczepione rygory w których się wychowywała. No i oczywiście na zbieraniu zjebek za wszystkich. Dziwne, ale wtedy nos nosi jeszcze wyżej zadarty. Na początku zastanawiałem się dlaczego, ale po kilku zdaniach z nią zamienionych zrozumiałem. Ona nie kumała bazy. Można jej było napluć w twarz, a ona cieszyła się że deszcz pada. Dlatego już ponad dwa lata jest osobistą asystentką, najdłużej w historii tej firmy pracującą na tym stanowisku. Nie, żebym miał jej to za złe. Ma dzięki temu spore bonusy. SM szczodrą ręką przelewa na jej konto osobiste różnego rodzaju premie, dodatki i nagrody. Zupełnie pozaregulaminowe i bardzo uznaniowe.

Jeżeli chodzi o premie i nagrody to u nas w firmie łapę na tym trzyma SM. Przed każdymi świętami wypłaca pracownikom szczodre premie świąteczne. Ale nie wszystkim. Z analizy wieści zdobytych na giełdzie w Wodopoju wysnułem już dawno temu wniosek, że osiemdziesiąt procent naszej załogi to Żydzi. Albo Żydówki. No bo jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że premię świąteczną z okazji świąt Bożego Narodzenia dostaje tylko dwadzieścia procent załogi? Zazwyczaj co roku to samo dwadzieścia i zazwyczaj jest to krąg pracowników blisko związany z rodziną SM. Skoro jest to premia świąteczna powinna dotyczyć wszystkich bez wyjątku i zazwyczaj, w firmach sprzed epoki ZNP, dawana jest wszystkim pracownikom. Święta obchodzą wszyscy. Jednak nie w naszej firmie. Stąd mój wniosek.

Czy Lolka mogła mieć coś wspólnego ze śmiercią Pepe? Nie bardzo mogłem sobie wyobrazić jej wbijającej korkociąg w klatkę z piersiami Pepe. Tym bardziej że była jego pierwszą zdobyczą i czas od ich rozstania minął już spory. Poza tym ona nie wymyśliłaby takiego narzędzia. Nie wymyśliłaby w ogóle niczego i choćby nie wiem co się wokół niej działo patrzyłaby tylko na to swoim cielęcym spojrzeniem. Nie, to nie mogła być Lolka.

Kuka. Z nią Pepe chodził krótko. Może z tydzień. Wszyscy się dziwili dlaczego z nią, bo Kuka była typem dziewczyny „niewyraźnej”. Mała, drobna, cicho przemykającą się po biurze. Szare włosy, szare oczy, szara cera. Nawet ładna, ale niewyraźna. Co w niej Pepe widział? No, coś musiał zobaczyć, ale przy bliższym poznaniu okazało się to nie tym na co wyglądało na początku. Ona nawet dużo nie płakała. Zrobiła się tylko bardziej niewyraźna. Ale to też było dawno. Poza tym ona już od roku miała chłopaka. Chłopaka, który chyba na nią dobrze działał bo z miesiąca na miesiąc Kuka robiła się coraz bardziej wyraźna. Zmieniła ubiór, oczy jej się błyszczały, po korytarzu przechadzała się tanecznym krokiem prezentując, ku niekłamanej zazdrości części żeńskiego personelu i zdecydowanemu aplauzowi męskiej części w całości, nienaganną figurę i kusząco wyeksponowane smakowite krągłości. Tak, Kuka nie miała powodu by mścić się na Pepe. W końcu to po romansie z nim wpadła w ramiona obecnego chłopaka i zrobiła się taka wyraźna.

Oczy zaczęły mi się już zamykać, ale postanowiłem nie poddawać się. Włączyłem mikroskopijny telewizorek w sypialni, żeby jego szum nie pozwolił mi usnąć i przeszedłem do Kamy.

Krystyna Helena Mikrut. Zapamiętałem te wszystkie imiona i nazwiska nie mające nic wspólnego z tym jak na nią wszyscy wołali. Kama była osobą już trochę leciwą jak na standardy Pepe. Oceniałem ją na 30+, z tym, że plus był już spory. Nie to, żeby jej coś brakowało. Ja jako czterdziestolatek nie miałbym nic przeciwko temu żeby właśnie teraz znalazła się obok mnie w łóżku. Oczywiście, wolałem Zuzkę.

Kama jest brunetką, w typie Ashley Judd. Czyli bardzo ładną. Ma pięcioletniego synka, którego poczęła po burzliwym związku ze znanym filmowym amantem. Czasami przychodzi do nas do biura z ich synkiem. Kama ma bardzo jednoznaczne i sprecyzowane zdanie na temat wszystkich mężczyzn. To są tylko przyrządy niezbędne dla kobiet w celach rozrywkowych i czasem w celu prokreacji. Wydaje mi się, że to ona zgarnęła Pepe w chwili przerwy między jednym a drugim romansem biurowym. Chyba mu trochę imponowała, więc chętnie w ten romans wskoczył. Być drugim po znanym amancie? Dobry wpis w CV. Kama trzymała go krótko. Nie pozwalała sobie na żadne figle-migle w pracy, łapanie za ręce czy maślane oczy. Ale nie ukrywała romansu. Wręcz przeciwnie. Opowiadała wszem i wobec, że jest z nim tylko dla jego młodego ciała. Że lubi otaczać się młodą energią, bo przeciwdziała to doskonale zmarszczkom na wszystkim co się w jej wieku zaczyna już marszczyć. Że traktuje to jako rodzaj kuracji, co chyba było trochę prawdą, bo bywalcy warszawskich modnych lokali mówili, że bywała tam często, ale z panami którzy mieli spodnie bardziej wypchane od Pepe. Co prawda te wybrzuszenia nie były w tym miejscu co u Pepe. Raczej były to tylne kieszenie spodni lub wewnętrzne kieszenie marynarek manifestujące może nie tyle wybitną sprawność seksualną właścicieli, ale raczej wybitną zdolność spełniania różnorakich damskich zachcianek z kręgu Luisa Vuitton lub Manolo Blahnika. Pepe tam z nią nie widziano. W końcu Pepe chyba poczuł, że w tym związku znalazł się nie na tym miejscu na jakim chciałby się znajdować i z dnia na dzień przerzucił się na Iwonę, koleżankę Kamy z działu. Po prostu pewnego dnia jak co dzień wszedł do działu o godzinie siedemnastej i wyszedł z niego nie z Kamą, ale z Iwoną. Kamę trochę trafił szlag. Dziewczyny się śmiały, że nagle przed oczami stanęły jej wszystkie zmarszczki do których wyprostowania używała Pepe. Tak. Jak dobrze pomyśleć to Kama mogłaby zabić Pepe. Za zlekceważenie jej zmarszczek. Postawiłem przed jej nazwiskiem plusik. Trzeba się będzie dokładniej jej przyjrzeć.

Iwona jest typem szczebiotki-idiotki. Kruczoczarne włosy, wzrost średni, wiecznie uśmiechnięta i wiecznie coś mówiąca. Bez względu na to czy ma to sens czy nie. Choć pewnie dla niej ma. Ta znowu zabujała się w Pepe na amen. Większość czasu w pracy spędzała na rozmowach z nim na fejsie i na szukaniu dla siebie odpowiedniej bielizny erotycznej mającej, w jej mniemaniu, zapewnić trwałe związanie z Pepe na wieki wieków. Przy okazji kupowania bielizny złośliwe koleżanki namawiały ją do zakupów różnego rodzaju wymyślnych akcesoriów erotycznych, co ona skwapliwie łykała i wydawała na nie ponad połowę swojej pensji. Na giełdzie chodziły nie raz zakłady, czy ma akurat na sobie majtki z podwójnym wibratorem, do których zakupu namówiły ją wczoraj. Nie dało się niestety tego z całą pewnością ustalić. Brzęczenia nikt nie słyszał a uśmiechnięta i zadowolona była zawsze. Pepe był widać z jej starań zadowolony, bo chodził z nią trzy miesiące. Jednak skończyło się jak zawsze. Biedna Iwona została z szafą pełną erotycznej bielizny i urządzeń wszelakich z których nieużywanych baterii powoli uchodziła niewykorzystana energia. Iwona trochę popłakała cały czas się śmiejąc, trochę powymyślała na małego chujka i z zapałem rzuciła się do wymieniania informacji o zawartości swojej szafy z użytkownikami portalu www.ozywswojseks.pl. Chyba z niemałym powodzeniem, sądząc po powrocie na portal zakupowy www.intymnie.pl gdzie i tak już miała status platynowego użytkownika. Nie, ona jeżeli by coś miała wbić w Pepe to na pewno nie byłby to korkociąg, a raczej jakiś produkt Made in China napędzany bateryjkami AAA. I na pewno miejscem w który by go wbiła nie była klatka piersiowa Pepe.

Została mi jeszcze Daga. Szefowa Działu Obsługi Członków. To był ostatni znany nam romans biurowy Pepe. Skończył się już jakieś trzy miesiące temu dość burzliwie jak na biurowe standardy. Po prostu pewnego dnia Daga podeszła do Pepe siedzącego w kuchni i wesoło rozprawiającego z obecnymi tam dziewczynami i wylała mu na krocze cały kubek wściekle gorącej kawy. Auć zrobili nie tylko obecni tam faceci. Daga wyszła z kuchni bez słowa i od tej pory nie odezwała się do Pepe. Rozmawiała z nim wyłącznie za pośrednictwem Lolki, nawet gdy Pepe był w pokoju. Tak. Daga też mogła wbić w niego korkociąg. Mogła nawet zrobić coś gorszego. Postawiłem plusik.

W telewizji leciał jakiś polski film o trudach i znojach życia codziennego homoseksualistów z Targówka. Mimo, że symbolem trudnej miłości jest tęcza, sam film był utrzymany w barwach sino-sinych. Polskie kino festiwalowe. Nie był to klimat pasujący do moich emocji po analizie stosunków biurowych Pepe. Wstałem i wrzuciłem do odtwarzacza moją ulubioną płytę. Przewinąłem czołówkę, którą widziałem niejednokrotnie i zagłębiłem się w opowieściach z Lasku Wiedeńskiego. Obsada nie była znana, ale bardzo urodziwa i nieskrępowanie udostępniająca wszystkie swoje wdzięki w rytm muzyki Johanna Straussa. Fabuła była ograniczona do minimum, ale akcja była tak zawrotna jak na Wściekłych i szybkich 4. Rytm klaskających w rytm walców pośladków utulił mnie miło do snu. Przez moment wyobraziłem sobie mnie i Zuzkę w fine de sieclowych strojach oddających się cielesnym rozkoszom w towarzystwie innych podobnych nam par i z tym obrazem przed oczami zasnąłem.

Odcinek V

Dodaj komentarz

Kontakt